sobota, 2 kwietnia 2016

Nowa ja :)


Postanowiłam przejść na dietę... tym razem tak serio, serio - bez ściemy i od dziś - nie "od jutra". Mam nadzieję, że pisanie tego bloga będzie mnie motywować w tych najtrudniejszych momentach i tym razem się uda. Nawet nie wiem kiedy tak mocno przyciapałam...Zawsze miałam ruchomą wagę. Latem z reguły 53 kilo, dużo pracy i mało czasu na jedzenie, do tego wieczorne potańcówki od których byłam uzależniona - to wszystko wpływało na to, że byłam "slim". Zimowa stagnacja, mniejszy ruch - potrafiłam dobić do 66 kilo w kryzysowych momentach. Przywykłam do tego, że w szafie miałam ciuchy "na każdą okazję".

Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy zbliżałam się do trzydziestki. Nie tylko ze względu na wiek, a w zasadzie chyba metryka nie wiele miała z tym wspólnego. W tym czasie poznałam mojego obecnego męża, który zmienił moje życie diametralnie. Przede wszystkim rzuciłam palenie i zmieniłam tryb pracy na siedzący. Wcześniej biegałam po kuchni hotelowej i po sali - nie miałam czasem czasu na toaletę, co dopiero na posiłek. W każdym razie w nowej pracy nie miałam zbyt wiele ruchu i czas na wszystko. Absolutnie wszystko. Zaczęłam więcej podjadać, głównie wieczorami, oglądając filmy i seriale z ukochanym. Zaczęłam jeść regularnie i trochę inaczej - wcześniej nie miałam czasu ani chęci na obiady... przy ukochanym jakbym chciała się troszkę popisać swoimi zdolnościami kulinarnymi, a on niestety swoimi też :D I tak gotowaliśmy sobie nawzajem, niekoniecznie dietetycznie. Inną kwestią są hormony, w tym czasie zmieniałam tabletki antykoncepcyjne (moje wycofali) i niestety zaczęłam po nich puchnąć. Zanim się obejrzałam, na wadze pokazało się magiczne 75 kilo. Nigdy tyle nie miałam :/ To było jakieś dwa lata temu i nie wiem czemu jeszcze nic z tym nie zrobiłam!
Ponieważ jestem akceptowana i kochana przez moją połówkę, trochę mi zajęło zanim zdecydowałam się tak serio zająć nadprogramowym balastem. Na początek postanowiłam przejść na detoks, czyli oczyścić ciało z toksyn. To może być świetny początek do zmian w moim życiu, ale mam nadzieję że pomoże też na wypryski z którymi walczę. Od jakiegoś czasu walczę z wysypka na rekach (lekarze nie wiedzą co to, a ich kremy nic nie pomagają) i diametralnie pogorszył mi się wygląd cery. Nie panuję nad tymi wszystkimi krostami. Zastanawiam się - może to ta woda chlorowana jaką mamy w kranie w nowym domku? Może to efekt porzucenia kuracji hormonalnej? A może zła dieta, za dużo cukru i tłuszczu? Nie wiem, ale mam głęboką nadzieję, że dieta oczyszczająca pomoże mi z tym problemem.
W każdym razie swój plan na "NOWĄ JA" zaczynam od oczyszczenia, dieta nazywa się POST DANIELA. Dieta ta może trwać od 2-6 tygodni i polega na zjadaniu samych warzyw i niektórych owoców. Dieta ta jest o tyle fajna, że można jeść warzywa w każdej ilości więc teoretycznie nie powinnam umierać z głodu. Opowiem Wam o niej dokładnie za jakiś czas. Tymczasem zabieram się za szukanie inspiracji na jadłospis :)
Pozdrawiam, Herrbata :*

8 komentarzy:

  1. Zdecydowanie chlorowana woda źle wpływa na stan skóry i pogarsza każdy stan zapalny. Potwierdza to moja pani dermatolog, która jako jedyna potrafi dać sobie radę z moimi problemami. Dotyczy to zarówno twarzy (trądzik) jak i dłoni (alergia), z którymi też się borykam, gdy używam chlorowanej wody. Choć z pewnością inne czynniki jak dieta i styl życia również mają wpływ na stan skóry. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jednak to... Nigdy nie miałam czegos podobnego, nawet jak bardzo źle się odżywiałam... nie wiem w takim razie co robić, sprawdzę jak dieta wpłynie na wygląd skóry...

      Usuń
  2. Powodzenia, ja też mam problem z cerą, który zmniejsza się jak tylko rezygnuje ze słodyczy. (np na rzecz owoców)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niemnal identycznie wygląda dieta dr. Dąbrowskiej. Same warzywa, zero tłuszczu, cukru, węglowodanów, miesa, mleka i jego przetworów, itd. + cytryny, grejpfruty i jabłka.
    Stosowałam ją kilka razy i daje świetne efekty, oczyszcza przepięknie organizm, zapobiega zgagom z którymi notorycznie się zmagam. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki - to chyba te same diety. Przynajmniej jak się zagłębiam maja niemalże identyczne zasady.

      Usuń
    2. No właśnie ja też tak czytałam :)

      Usuń
  4. Lubie czytac twoje blogi.jestes kochana

    OdpowiedzUsuń